Zero lub trochę na plusie – od razu lepiej!

Przyznam, że gdy po raz pierwszy zobaczyłem na termometrze coś w okolicach zera poczułem wielką ulgę. Suche powietrze na dworze nabrało trochę wilgoci, kaloryfery w pomieszczeniach przestały już parzyć a ręce od mrozu i z suszy boleśnie pękać. Komuś w domu przestały się elektryzować włosy. Samochód jest cały w soli i przydałoby mu się porządne kąpanie. Te, około zerowe, temperatury odczuwam już prawie jak lato. Po domu można przemykać w bieliźnie a nie – ciągle w swetrze. Ogłupiałe ptaki zaczęły śpiewać na dworze już gdzieś przy minus pięciu.

Drogowcy zbudzili się z zimowego snu do walki z dwudniowym opadem śniegu. Tego dnia jechałem do pracy wyjątkowo niewyspany, zupełnie niespiesznie. Przed każdym skrzyżowaniem próbowałem przyczepności i zawsze włączał się ABS. Miałem nie jechać do Ryk przez Stawy gdyż nie sypią tam soli na drogę i jedzie się po białym, ledwo odgarniętym śniegu. Jednak coś mnie pokusiło. Wzmogłem podwójnie czujność i prawie jechałem zgodnie z obowiązującymi tam przepisami tj. 30 i 40 km /h. W Rykach poczułem się trochę bezpieczniej. Nikt przecież nie zostawi miasta na pastwę przyrody… Moja koncentracja trochę się w związku z tym obniżyła, choć prędkość auta wcale nie wzrosła. Dojeżdżając do ronda odkryłem, że samochód nie hamuje na wyślizganej do lodu jezdni. W dodatku miałem z górki.  Nie będę opowiadał co się dalej stało ale trochę mnie ten wjazd na rondo kosztował. Droga krajowa do Moszczanki i trasa lubelska były w tym czasie czarne na skutek sypania solą.

O! Widać, że “Wojto” na swoim tutejszym blogu przemówił ludzkim głosem a nie – tylko politycznym miałem jakiego nie brakuje nam w mediach! Pisze, że popsuł mu się piec miałowo-węglowy do CO. Dobrze, że nie wybuchł, gdyż jak wiadomo miał podrzucony do góry, tj rozpylony i podpalony spala się jak dynamit. Jak my lubimy czytać o cudzych kłopotach! “Mama ucznia” wyjrzała już z domowych pieleszy, w zupełnie innym zakątku kraju niż Dęblin, choć jak czytam nie może wyleźć ze swej nowej kuchni. Tutejsza “Kobieta dążąca” napisała, że nigdzie nie dąży, gdyż najlepiej jest jej w nowym, 2-letnim domu, przed kominkiem, przy dużym stole i w ogromnym,  łożu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s