Było to tydzień temu w jednej z tysięcy aptek od lat misternie włączonych w system uzdrawiania obywateli ich własnymi pieniędzmi z podatków. Nie zorientowałem się, że pani magister uprawia strajk włoski. Najpierw pochylona nad receptą o wiele dłużej niż trzeba zaczęła się konsultować kilka razy z o wiele młodszym kolegą w okienku obok, idąc do niego wolnym spacerkiem. Potem mruczała sobie pod nosem dawkowanie czytając je z ulotki, którą misternie wkładała z powrotem do opakowania. Następnie nie mogła odczytać numeru PESEL. Tu myślałem, że żarty się skończyły. Podszedł ten pan młody i niby pomagał. Pomagałem i ja przy wątpliwościach dotyczących jednej cyferki. Powiedziałem, że można ją interpretować na dwa sposoby. Od pana młodego-mądrego usłyszałem, że “alfabet jest jeden!”. W międzyczasie narazili mnie na telefon do żony by sprawdziła pesel. Nie wiedziałem kiedy sobie robią jaja a kiedy odgrywają ten strajk. Gdybym miał dziecko w gorączce to pewnie bym im coś powiedział. Już lepiej niechby ta farmaceutka poszła na zaplecze czytać gazetę przez 5 min. a potem normalnie mnie obsłużyła. Na kogo byłem wkurzony? Na wszystkich! Na aptekarzy, na rząd, na marszałkową, na lekarzy itp. Jeśli lekarze wpadną na pomysł strajku włoskiego to nie będziecie wiedzieć, które wypowiedziane słowo to strajk, a które to poważna rozmowa, za którą biorą pieniądze.
Dobrze, że nie wracaliśmy do domu dzisiaj. W Rykach strajkowali tutejsi samorządowcy i mieszkańcy protestując przeciwko ministrowi Gowinowi, który zabrał ryckiemu powiatowi sąd. Opis zdarzenia i fotografie na kurierze lubelskim via polska tutaj. Ciekawe czy puszczali rowery, furmanki i traktory cabrio na 10 stopniowym mrozie?





