Za oknem 14 poniżej zera. A ja oglądam sobie -40!

Zanim zacznie działać ACTA i namierzą nas Amerykanie do spółki z dostawcą internetu korzystam z wolności i włączam sobie słynny program Ice Road Truckers. Chyba znalazłem nowszą wersję niż ta lecąca w TVN 24. Są tam kobiety prowadzące te monstrualne ciężarówki i nie ma reklam. Temperaturę mają tam -40 Fahrenheita więc to akurat tyle samo co -40 Celsjusza! I chodzą bez czapek! Kobiety, oczywiście, bo mężczyźni mają cieplutkie bejzbolówki.  Po inne odcinki można zajrzeć na TVN Turbo. Tutaj link do youtube.

Przeciwko ACTA zaczynają przebąkiwać lubelscy parlamentarzyści: Lena Kolarska Bobińska ( PO, wstrzymała się przy głosowaniu rezolucji ) i Mirosław Piotrowski ( PiS ). Ciekawy artykuł o ACTA z lubelskiego punktu widzenia tutaj. A tu co o ACTA sądzą w Gdyni.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Protestujemy przeciwko ACTA.

Dla tych co nie chcą być zaskoczeni jak prezes PiS przed kamerami w sprawie ACTA mamy dziś swoją interpretacje szkodliwości tego porozumienia.

Jeszcze zanim sprawa wypłynęła na światło dzienne przeczytałem w grudniu artykuł o tym jak internet może się łatwo przekształcić w globalną telewizję tworzoną przez samych widzów kształtujących dowolnie swoją ramówkę. Telewizje już istniejące stracą zyski z reklam. Zyski te przejmie youtube albo ktoś podobny, kogo internet wyniesie na powierzchnie. Dlaczego więc telewizje nie robią telewizji internetowej czekając na jej dynamiczny rozwój? Owszem robią! Jednak internet jest nieprzewidywalny. Sukces w tworzeniu globalnej telewizji może odnieść każdy.

Co to jest internetowa telewizja. To już właściwie istnieje. Dowolna strona internetowa, blogowa, facebookowa lub portalowa przekazująca obraz i dźwięk pokazujące emocje jest już telewizją. Obraz i dźwięk dostarcza nam dziś youtube nadający też własne reklamy. Do youtube obraz dostarczają widzowie, którzy to oglądają a jednocześnie produkują za pomocą kamer mniej lub bardziej profesjonalnych, aparatów fotograficznych czy telefonicznych. Jeśli na swoim blogu dam linka do telewizji samorządowej, które ostatnio błyskawicznie się rozwijają za budżety ok. kilkudziesięciu tys zł rocznie, przy dowolnej gminie, to mogę stworzyć swoją telewizję nadającą lokalne wiadomości. Tego się boją wielkie media. Nie wiedzą kto i jak naprawdę może im to zagrozić. Ich ramówki są sztywne, każą  kupować i czytać programy telewizyjne, z których trzeba wybrać coś dla siebie. Na youtube ciągle mamy coś dla siebie, zawsze w całości i zawsze możemy przerwać oglądanie w dowolnym momencie.

Czego się boją politycy. Łatwo znajdziemy na youtube gafy prezydenta czy wojnę premiera z kibicami witającymi jego wyborczy autokar  w dowolnym mieście niewybrednymi epitetami. Gdy na wykopie znajdziemy najnowszą  gafę polityka,  youtube naprowadzi nas na kolejne sytuacje, w których został on np. „wybuczany” podczas poważnej uroczystości państwowej. Można w internecie oglądać prezydenta na zamianę z premierem w niekorzystnych dla nich sytuacjach, przez godzinę lub dwie a portal, który to udostępni jeszcze zarobi na reklamach! Na miejscu polityków jakiejkolwiek opcji, która rządzi lub ma zakusy na rządzenie podpisał bym ACTA jak najszybciej obiema rękami. Minister Sikorski w czasie swej kampanii wyborczej śledzony był w czasie spaceru przez jakieś miasto przez opozycyjnych aktywistów wykrzykujących mu do ucha swoje slogany. Bardzo go to irytowało. Gdy przyszedł na miejsce konferencji i zasiadł za prezydialnym stołem wyciągnął telefon i zadzwonił do znajomych by przybyła tam jakaś telewizja by to wszystko sfilmować. Tyle, że jego non stop filmowały dwie telewizje amatorskie, które potem umieściły wszystko na youtube.

W jaki sposób ACTA może powstrzymać rozwój internetowej TV. Umowa ACTA jest bardzo precyzyjnym narzędziem do zwalczania piractwa. Dotychczas bez problemu i bez ACTA można było ścigać wszędzie piratów, którzy rozpowszechniali nielegalnie własność intelektualną czerpiąc z tego zyski. Dzięki ACTA łatwiej będzie można za łamanie praw autorskich namierzyć i ukarać internautę, który nagrał z telewizji i umieścił w internecie 30 sekundowy fragment jak prezydent stojąc gdzieś w bardzo poważnej sytuacji  wkłada sobie do ust cukierka.

ACTA a edukacja. Często wykorzystuje youtube do wspomagania moich lekcji. Załóżmy, że w podręczniku jest mowa o jakimś starym zapomnianym filmie. Natychmiast odpalam kilka jego fragmentów lub recenzji w języku obcym, które ktoś kiedyś zamieścił w internecie. Uczniowie mają żywy język i postacie przed sobą na ekranie  i w głośnikach multimedialnych. Komu będzie się chciało zamieszczać takie fragmenty wiedząc że będzie mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności.

Więcej o telewizji w internecie, trochę hermetycznym językiem tutaj.

A tu mały fragment tekstu:

Teraz internetowi pozostała tylko telewizja, która… uparcie twierdzi, że internet jej nie pokona. Tyle tylko, że problemem telewizji jest to, że o ile zajmuje się tym samym co YouTube to myśli o tym w kompletnie inny sposób. Zamiast ochrony widza – spamowanie reklamą, zamiast wyboru – przymus, zamiast modelu efektywnościowego – sprzedaż hurtowa. Zamiast otwartych, przejrzystych  zasad biznesowych – system rabatów, rate cardów i kickbacków. Zamiast równego traktowania – lepsi i gorsi. Dlatego w najbliższych latach telewizja zacznie tracić.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Zimowa przejażdżka po osiedlu i latarnia w stylu dyscoteque.

Chciałem sprawdzić czy aparat, który ledwo już zipie jest w stanie jeszcze robić jakieś zdjęcia. Dla stęsknionych widoków starych kątów mamy dziś kilka niezbyt ostrych obrazków z dęblińskiego osiedla Lotnisko. Było, uchu ha, – 10 stopni i syberyjski wiatr ze wschodu niosący suche i mroźne powietrze. Rozpędzone na pobliskim lotnisku kąsało niemiłosiernie.

This slideshow requires JavaScript.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Prezydent Komorowski wręczył WSOSP nagrodę przedsiębiorczości.

Prezydent wręczył Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie statuetkę Najaktywniejsza Firma w 2011 roku. Fakt o tyle ciekawy, że pan prezydent przeciwko rozwojowi WSOSP, jako firmy, w 2011, skutecznie występował. Link do strony dęblińskiej WSOSP relacjonującej galę przedsiębiorczości w Warszawie tutaj.

Opublikowano Uncategorized | 2 komentarzy

Padliśmy ofiarą włoskiego strajku!

Było to tydzień temu w jednej z tysięcy aptek od lat misternie włączonych w system uzdrawiania obywateli ich własnymi pieniędzmi z podatków. Nie zorientowałem się, że pani magister uprawia strajk włoski. Najpierw pochylona nad receptą o wiele dłużej niż trzeba zaczęła się konsultować kilka razy z o wiele młodszym kolegą w okienku obok, idąc do niego wolnym spacerkiem. Potem mruczała sobie pod nosem dawkowanie czytając je z ulotki, którą misternie wkładała z powrotem do opakowania. Następnie nie mogła odczytać numeru PESEL. Tu myślałem, że żarty się skończyły. Podszedł ten pan młody i niby pomagał. Pomagałem i ja przy wątpliwościach dotyczących jednej cyferki. Powiedziałem, że można ją interpretować na dwa sposoby. Od pana młodego-mądrego usłyszałem, że „alfabet jest jeden!”. W międzyczasie narazili mnie na telefon do żony by sprawdziła pesel. Nie wiedziałem kiedy sobie robią jaja a kiedy odgrywają ten strajk. Gdybym miał dziecko w gorączce to pewnie bym im coś powiedział. Już lepiej niechby ta farmaceutka poszła na zaplecze czytać gazetę przez 5 min. a potem normalnie mnie obsłużyła. Na kogo byłem wkurzony? Na wszystkich! Na aptekarzy, na rząd, na marszałkową, na lekarzy itp. Jeśli lekarze wpadną na pomysł strajku włoskiego to nie będziecie wiedzieć, które wypowiedziane słowo to strajk, a które to poważna rozmowa, za którą biorą pieniądze.

Dobrze, że nie wracaliśmy do domu dzisiaj. W Rykach strajkowali tutejsi samorządowcy i mieszkańcy protestując przeciwko ministrowi Gowinowi, który zabrał  ryckiemu powiatowi sąd. Opis zdarzenia i fotografie na kurierze lubelskim via polska tutaj. Ciekawe czy puszczali rowery, furmanki i traktory cabrio na 10 stopniowym mrozie?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Obiad na 305 kilometrze.

Mając na uwadze praktyczne korzyści dla czytających nasze teksty napiszę dziś recenzję kulinarną z trasy nad morze. Wracając ostatnio z Gdyni zachciało nam się jeść gdzieś na trasie z Torunia do Warszawy oznaczonej w krajowym systemie dróg jako nr 10. Opisywane na tym blogu Leśne runa, niestety zostały już dawno wykasowane w naszej pamięci. To bliżej Grudziądza, z powodu oddania do użytku kolejnego 60 km odcinka autostrady aż do Torunia, omijamy mknąc jak najszybciej na południe. Drugi „jeżyk” Leśnego runa, ten zaraz za Toruniem ignorujemy solidarnie z powodu mało rodzinnej, znajdującej się w katastrofalnym stanie toalety na Orlenie, do którego restauracja jest doczepiona. Autostrada, to – wiadomo – kulinarna pustynia, najlepiej tam smakują połykane hurtowo kilometry. Za Toruniem staraliśmy się więc upolować piękny, drewniany zajazd z bali stojący gdzieś po prawej stronie drogi jadąc na Warszawę. Mamy taką zasadę, że jak komuś chciało się ściągać w środek Polski górali by coś takiego wyciosali to też będzie się chciało potem dla gości gotować. Zepsuci doświadczeniem kulinarnym podlubleskiej Bidy czy niedalekiej Jakubowej Izby wyszukiwaliśmy więc tylko czegoś drewnianego, w którym dałoby się zjeść. Przez większość trasy „dziesiątka” oferowała tylko karczmy, zajazdy i bary w stylu gminnego Las Vegas, z murowanym budynkiem, jaskrawym neonem na dachu i firankami w oknach. Niestety jedyny zajazd z bali chyba już przeoczyliśmy, przyczajeni za kawalkadą TIRów, w zapadającym zmroku.

Zbliżaliśmy się do Drobina będąc akurat w trakcie rodzinnej gry: „zadaj zagadkę”. Zaczęliśmy żartować, że w Drobinie pewnie można zjeść tylko drób albo coś bardzo drobnego. Albo, że sam Drobin jest tak drobny, że można go ominąć nie zauważywszy.  Okazało się, że w Drobinie jest najnowocześniejszy bar jaki kiedykolwiek widzieliśmy na polskich drogach. Nie da się go nie zauważyć. To taki bardzo prosty, szklany pawilon postawiony tuż przy stacji Statoil. W ponurym krajobrazie mazowieckich wsi, gdzie w zagrodach dominuje nieotynkowany pustak nie da się nie zauważyć tak bardzo starannie zaprojektowanej konstrukcji. Wnętrze przemyślane jest w każdym najdrobniejszym detalu. Dominuje skandynawska biel a także czerń objawiająca się również w strojach obsługi. Nad barem pełnym schowanych za szkłem potraw, które zaraz nam mogą z-grillować stoją również niebanalne sałatki i desery. Pozytywnie zaskoczyła nas wśród mięsiwa miska z gotową do podania, zapiekaną kaszą gryczaną. Za załamaniem sklepowej lady zaskakuje także wystawa z wędlinami a po przeciwnej stronie drewniany regał z przetworami mającymi wyglądać jak te z domowej spiżarni.  Lokal, który bez problemu mógłby być bufetem restauracyjnym w czterogwiazdkowym hotelu nazywa się Stara Wędzarnia. O tym komu u licha chciało wywalać się tyle pieniędzy by nakarmić zmotoryzowanych użytkowników krajowej dziesiątki – dowiedziałem się później w domu gdy spojrzałem na rachunek na którym widniała nazwa właściciela. Po wejściu zastanawialiśmy się przez chwilę gdzie siąść. W końcu naszą rodzinkę posadziła przy stoliku obok siebie ekipa w czerni mówiąc że tak będzie nam cieplej. Powiedzieli, że robią tam coś w rodzaju audytu i że lokal czynny jest dopiero od dwóch tygodni. Zamówiliśmy żeberka  grillowane, „polskie pierogi ruskie”, placki ziemniaczane bez dodatków oraz żurek. Żurek – poezja: delikatny, świeżutki, świetnie skomponowany – nie za tłusty  i nie za chudy. Żeberka z ziemniaczanymi talarkami smakowały wyśmienicie choć w ich podziwianiu przeszkadzał trochę obfity, bardzo ostrożnie doprawiony sos. Podane były na prostokątnym talerzu wpasowującym się idealnie w prostokątny, drewniany stół. W ten talerz wpasowała się miska ze smaczną sałatką. Miałem jednak wrażenie, że projektanta wnętrz trochę poniosło z tą miską. Wysoka miseczka z sałatką przeszkadzała w dostępnie do żeberka mimo, że w firmowym, papierowym etui otrzymałem piękne sztućce z drewnianymi rączkami, w tym – super sprawny nóż-piła. O tym, że projektant zaczął się bawić wnętrzem zapominając o walorach użytkowych przekonałem się gdy przyniesiono nam herbatę. Dostaliśmy ją w pięknych porcelanowych czajniczkach najwyższej jakości. Trochę bezradny, zwróciłem po chwili uwagę, że nie podano nam kubków. Zostałem zawstydzony gdy kazano mi rozebrać dzbanek z herbatą na pół. Pod spodem był kubek-matrioszka. Potem mina mi zrzedła gdy chciałem wyrzucić coś do kosmicznego kosza przy barze. Zauważyłem, że świecą na nim kolorowe diody więc sprawa nie będzie prosta. Z opresji wybawiła mnie obsługa otwierając klapę jednym machnięciem ręki nad nią. Dobrze, że nie trzeba było klaskać.

Na stole zrobiło się trochę ciasno. Po przyszykowaniu herbacianego wywaru chciałem gdzieś odstawić gdzieś wymyślny imbryk. Wpadłem na pomysł by postawić go z powrotem na miseczkę z herbatą. Zapomniałem jednak, że tam była już herbata. Matrioszka zanurzyła się swym brzuchem w gorącym napoju, który wypłynął na stół i moje kolana. Z ruskimi mieliśmy ten problem, że nie dały się przepołowić na pół widelcem. Widząc tę gimnastykę siedząca obok audytorka kazała sobie podać to samo. Potem obserwowaliśmy jak daje pierogi do zjedzenia kelnerowi. Placki pozbawione okrycia z sosu i mięsiwa również obnażyły swą niedoskonałość. W środku chrupały surowe kawałeczki ziemniaków. Pani Szpinak stwierdziła, że są z dodatkiem proszku do pieczenia. Rzeczywiście! Wyglądały zbyt ładnie!  Powiedziałem o tym pani audytor. Udała się z plackami do szefa kuchni, potwierdziła po powrocie nasze przypuszczenia co do surowości, przeprosiła, zaproponowała drobny poczęstunek i zwrot gotówki za nie. Pewne niedociągnięcia z herbatą wynikały też z tego, że zamawialiśmy dwie, na dwie osoby a matrioszkę dostaliśmy jedną. Po zwróceniu uwagi młody kelner przyniósł nam po prostu drugi kubek-miseczkę bez dodatkowego dzbanka. Nie nacieszyliśmy się zbytnio smakiem kompozycji firmy Richmond pijąc ją na spółkę. Daliśmy już spokój z prostowaniem zamówienia bo pani wyglądająca na menadżerkę siedzącą przy audytorce miała już chyba wszystkiego dość. Pożegnaliśmy się ciepło dziękując za miłą gościnę. Dobrze też, że nie fotografowaliśmy uprzednio jak to czasami mamy w zwyczaju. Może jakieś fotki zrobimy następnym razem?!

Mimo pewnych niedociągnięć związanych z niedotartą jeszcze obsługą możemy śmiało polecać Państwu Starą Wędzarnię w drodze nad Bałtyk. Tak będą wyglądać przydrożne bary w Polsce za 100 lat, gdy staniemy się drugim Kuwejtem czerpiąc pełnymi rurami gaz łupkowy z ojczystej ziemi. Wrócą wtedy najlepsi kucharze dorabiający się obecnie gdzieś na Zachodzie. Właścicielem lokalu jest jedna ze spółek należących do firmy Olewnik.

Zrobiłem po podróżne porządki w samochodzie i postanowiłem zrobić mały collage. Mapa wyrwała się kiedyś z atlasu i czekała aż włożę ją z powrotem do atlasu lob do kosza.  Doczekała się internetowej sławy. Nie ma nic wspólnego z omawianą okolicą ale robi za fajne tło. Rachunek za autostradę obejmuje jakieś 160 km.

Opublikowano Uncategorized | 3 komentarzy

Jesteśmy.

Szpinaki wróciły. Tym razem niestety nie z zimowego wypoczynku ale z bardzo smutnej rodzinnej uroczystości. Może kiedyś dam radę coś o tym napisać – na razie nie pytajcie proszę.

Wklejam zdjęcie małej Madzi. Jestem wstrząśnięta. Udostępniajcie gdzie się da.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Od dziś protest aptekarzy.

Załóżmy, że pojadę dęblińską nyską do lekarskiej przychodni w Dęblinie. Uważnie będę pilnował mojej kolejki odpierając ataki tych co chcą się wepchać przede mną. Ze zdumieniem będę obserwował, że kolejka czekających przede mną, z jednej osoby urosła do sześciu albo dziesięciu, które wcześniej pozajmowały sobie w niej miejsce i poszły załatwiać inne sprawy. Po czterech godzinach dostanę się do gabinetu lekarskiego. Lekarz będąc pod czujnym okiem ZUSu,  owszem, przepisze mi jakieś lekarstwa na przeziębienie ale nie da zwolnienia z pracy uważając mnie za symulanta. Wyziębiony i głodny pójdę do najbliższej apteki tuż po godzinie trzynastej tylko po to by zobaczyć kartkę, że od 13.00 do 14.00 sprzedają tylko dla ciężkich przypadków. Nie wiem czy apteka będzie zamknięta a obsługiwać będą tylko przez dyżurne okienko, po uruchomieniu dzwonka. A może wpuszczą zmarzniętych ludzi do środka, tak by nie stali na zimowej zamieci, czekając na 14.00. Pozostanie mi jeszcze biegać po Dęblinie w poszukiwaniu apteki sieciowej, które w proteście nie będą uczestniczyć. Albo poczekać w zamieci na nyskę powrotną do domu, wrócić pod kołdrę i znowu z niej wyskoczyć by pójść do apteki. A może skończy się tak, że nie trafię na lekarza protestującego w ramach Porozumienia Zielonogórskiego, które odwołało akcję pieczątkową i dostanę od lekarza receptę z pieczątką protestacyjną, wciąż protestującego ogólnopolskiego związku lekarzy, poczekam godzinę na otwarcie apteki i aptekarz stwierdzi, że mi nie sprzeda leku, gdyż właśnie prowadzi strajk włoski i skrupulatnie sprawdza prawidłowość wypisania recepty, łącznie z mierzeniem jej prawidłowych wymiarów linijką. Pieczątka protestacyjna lekarza spowoduje utratę ważności recepty. Na recepcie będą oczywiście też leki bez recepty ale aptekarz mi ich nie sprzeda bo są na recepcie. Będę musiał odgadnąć, które są bez recepty, nauczyć się ich na pamięć i schowawszy receptę do kieszeni wyrecytować nazwy leków aptekarzowi.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

My też tak będziemy płakać!

Telewizje nasze pokazały i wyśmiały Koreańczyków płaczących po śmierci swego przywódcy i drwiły, że ukarano tych co nie płakali. Moim zdaniem Koreańczycy zawodzili autentycznie! Babcia Szpinak opowiadała mi, że jak zmarł Stalin to też było niezłe poruszenie wśród narodu.  W szkole podstawowej oglądałem na czarno białym, klasowym telewizorze, pogrzeb Breżniewa z powagą należną sytuacji z  odwołanymi lekcjami.

A teraz wyobraźcie sobie jakby naszym dzieciom odebrać, czyli zamknąć wszystkie McDonaldy! Ile autentycznego płaczu by było!

PS Proszę się nie martwić, że nie dokonujemy wpisów zbyt często! Kiedyś też się czekało na prasę i inne towary pod kioskiem całymi długimi godzinami aż przywiozą, tak by dla nas starczyło. Ale jak, potem, w domu smakowała konsumpcja tak zdobytych dóbr! W sklepach spożywczych śmietana była rzadka i chleb też nie zawsze się dobrze wypiekł. Wszystko jednak było zdrowe, bez dodatku glonów do śmietany i polepszaczy do chleba. Na razie proszę czytać swoje inne ulubione strony lub popularne portale-zamulacze gdzie można się dowiedzieć co ze swoimi ustami zrobiła Kasia Cichopek. Wpisy na naszych dęblińskich blogach ratuje ostatnio „Kobieta dążąca do tego co w oddali”. Można ją znaleźć na naszym prawym marginesie.

Opublikowano Uncategorized | 2 komentarzy

Dostaliśmy receptę z pieczątką protestacyjną.

Protest lekarzy przeciw ustawie refundacyjnej trafił też do nas. Gdy na recepcie zobaczyłem pieczątkę „refundacja do decyzji NFZ” pomyślałem, że ja przecież do żadnego NFZ się z tą receptą nie wybieram lecz, najnormalniej w świecie do najbliższej apteki. Pani Szpinak wytłumaczyła, że leki i tak nie są refundowane, lecz płatne 100%. Wieczorem, w aptece, zapomniałem o sprawie. Pani w okienku coś długo dumała nad tą receptą stukając w klawiaturę.  Pomyślałem, że pewnie szuka w komputerze leku na stanie apteki. Potem dotarło do mnie, że być może sprawdzała listę refundacyjną. Czy na lekarskiej pieczątce protestacyjnej nie powinno być więc napisane: „REFUNDACJA? DO APTEKI!”

Bałagan z ustawą o lekach ma być wkrótce rozwiązany. Nas jednak martwi to, że specjalista, z opieki którego byliśmy bardzo zadowoleni, opuszcza nasze strony, wynosząc się na drugi koniec Polski.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz